W pierwotnym zamyśle celem programów emerytalnych byto wynagrodzenie tych pracowników, którzy przepracowali u tego samego pracodawcy minimum 25 lat. Rzeczą naturalną było więc oparcie wyliczania należnej emerytury na iloczynie pewnej części wynagrodzenia pracownika i liczby przepracowanych przez niego lat. Przykładowo, świadczenie emerytalne w wysokości 1,5% na rok, po przemnożeniu przez 35 lat, efektywnie przepracowanych przez pracownika, daje emeryturę odpowiadającą 52,5% jego dochodów rocznych. Pierwotnie do wyliczenia emerytury wykorzystywano średni dochód wypracowany w ciągu całego okresu zatrudnienia. Coraz powszechniej, w miarę upływu czasu, jako bazę naliczeniową zaczęto stosować średnią z najlepszych lub kilku ostatnich lat aktywności zawodowej, co spowodowało odczuwalny wzrost emerytur. W taki właśnie sposób narodził się i ewoluował system zabezpieczenia emerytalnego o zdefiniowanym świadczeniu.
Cztery podstawowe czynniki spowodowały, że niektórzy pracodawcy, jak i pracobiorcy z krajów rozwiniętych, zaczęli kwestionować użyteczność systemów emerytalnych o zdefiniowanym świadczeniu w tradycyjnej postaci:
- W miarę wzrostu mobilności siły roboczej oraz postępujących zmian przepisów ustawowych, wymagających coraz krótszych minimalnych okresów nabywania uprawnień emerytalnych, sukcesywnie słabł motyw wynagradzania pracowników za wieloletnią pracę. W naturalny sposób natomiast nabrały znaczenia takie kwestie, jak nabywanie i „przenośność” uprawnień emerytalnych. Z tymi dwoma zagadnieniami wiąże się nierozerwalnie kwestia, w jaki sposób, w trakcie całego okresu aktywności zawodowej, jest naliczana wielkość kapitału emerytalnego (będącego źródłem finansowania przyszłych świadczeń emerytalnych pracownika) oraz kto jest prawowitym właścicielem zgromadzonych oszczędności emerytalnych. Jeżeli ta kwestia nie zostanie definitywnie wyjaśniona, to wielce prawdopodobne, że pracownik, który zmienia pracę co pięć lat, przy założeniu, że wszyscy kolejni pracodawcy będą mu oferować przystąpienie do programu o zdefiniowanym świadczeniu na tradycyjnych warunkach, po zakończeniu okresu aktywności zarobkowej otrzyma zbyt małą emeryturą. Mobilni pracownicy całkiem słusznie krytykują użyteczność tradycyjnych programów, jako podstawowych instrumentów oszczędzania emerytalnego. Coraz więcej osób chociażby dziś szuka nowych źródeł dochodu w przyszłości chociażby w postaci inwestowania w takie produkty jak Skandia czy Aegon. Z kolei pracodawcy również zaczęli powątpiewać w przydatność tradycyjnych programów emerytalnych o zdefiniowanym świadczeniu, jako środka, przy pomocy, którego niczym „złotymi kajdankami”, można przywiązać pracownika do firmy na dłużej. Przyczyną takiego stanu jest fakt częstych zmian zasad wynagradzania pracownika jeszcze w trakcie jego członkostwa w funduszu. Klimat powątpiewania wzrasta, tym bardziej że wiele osób piastujących wyższe stanowiska uważa się za pracowników należących do kategorii „wysoce mobilnych”.
- Zupełnie na marginesie aspektu ekonomicznego lepiej wykształcona część pracobiorców zdecydowanie podjęła kwestię zwiększenia możliwości sprawowania osobistej kontroli i zwiększenia przejrzystości stosunków z pracodawcami. Tradycyjny program emerytalny o zdefiniowanym świadczeniu nie jest najlepiej oceniany pod tym względem. Zazwyczaj znajduje się on pod kontrolą pracodawcy, a nie jego uczestników. Nie jest również zbyt przejrzysty. Jego działanie ukrywa się w skomplikowanych sprawozdaniach finansowych oraz języku prawnym i aktuarialnym, niezrozumiałych dla przeciętnego członka programu emerytalnego. Trudno docenić coś, czego się nie rozumie.
- Gdy program emerytalny o zdefiniowanym świadczeniu stał się standardowym świadczeniem oferowanym przez dużych pracodawców, rządy coraz poważniej angażowały się w inicjatywy legislacyjne w zakresie prawa emerytalnego, podatkowego, a nawet rozwodowego w zakresie dotykającym zagadnień emerytalnych. Z kolei uprawnione organy administracji państwowej, będące jednocześnie źródłem prawa wykonawczego, sprawowały nadzór nad właściwym przestrzeganiem aktów ustawowych oraz zajmowały się ich interpretacją. Regulacje dotyczące finansowania działalności funduszy, inwestowania, zasad uczestnictwa, nabywania praw emerytalnych, dysponowania nadwyżką oraz zwolnień podatkowych stanowią zaledwie fragment niezliczonych przepisów prawa i ich interpretacji. Przepisy te, dzięki aktywności legislacyjnej i kontrolnej właściwych organów państwa, były wprowadzane przez dziesiątki lat do wszystkich rozwiniętych gospodarek, gdzie umowy emerytalne w znaczącym stopniu przybrały organizacyjną formę programów o zdefiniowanym świadczeniu. Zgodnie z przewidywaniami pracodawcy stali się bardzo drażliwi na punkcie obciążeń związanych z administrowaniem i zakładaniem programu emerytalnego o zdefiniowanym świadczeniu oraz wymogów dostosowywania zasad jego działania do nowych przepisów prawnych.
- Jednocześnie małe firmy stawały się coraz bardziej znaczącym pracodawcą na rynku pracy poszczególnych państw, zwłaszcza USA i Kanady. Podczas gdy wielcy pracodawcy radzili sobie z rosnącym balastem, wynikającym z obowiązku dostosowywania zasad funkcjonowania programów o zdefiniowanym świadczeniu do zmieniających się wymogów prawa, małe przedsiębiorstwa nie były w stanie udźwignąć tego ciężaru. A poza tym nie chciały tego robić. Nic więc dziwnego, że wraz ze spadkiem wielkości firmy obserwuje się zjawisko odchodzenia od programu o zdefiniowanym świadczeniu jako formy świadczenia pracowniczego.
Wszystkie powyższe problemy dotyczą również pracodawców z krajów rozwijających się. Często jednakże stoją przed nimi dodatkowe przeszkody do pokonania. Techniczna i prawna infrastruktura, potrzebna do wspierania sprawnego funkcjonowania programów o zdefiniowanym świadczeniu, może tam po prostu nie istnieć. Na przykład ważnym elementem procesu zarządzania takim programem jest posiadanie wykwalifikowanej kadry, która byłaby w stanie udzielić niezbędnej porady z zakresu rachunku aktuarialnego czy też służyć inną wiedzą, jak również ustanowić właściwe standardy profesjonalizmu dla własnej branży. Przygotowanie i stworzenie takich kadr wymaga czasu, a obecnie najczęściej ich brak. Ponadto programy o zdefiniowanym świadczeniu wymagają niezmiennej, dobrze ukształtowanej przestrzeni prawnej, W tych krajach należy to do rzadkości.
W czasach globalnego kryzysu kiedy giełdy na świecie gwałtowanie pikują, a inwestorzy usilnie poszukują nowych sposobów oszczędzania i pomnażania kapitału. Zdaniem ekspertów z branży finansowej najpewniejsze są teraz inwestycje w złoto i diamenty. Obecnie ceny tych surowców są dość niskie, dlatego warto je kupować a następnie odsprzedawać z zyskiem. Z badań wynika, że robi tak już ok. 8% najzamożniejszej części społeczeństwa europejskiego.
Warto zaznaczyć, że inwestycja w złoto i diamenty to inwestycja długoterminowa(zwykle powyżej 5 lat, choć nie ma jednoznacznej definicji), nie można liczyć na kilkuset procentowe zyski w ciągu roku. Wyjątkiem są tu monety kolekcjonerskie(zrobione ze złota o wartości kolekcjonerskiej) niektóre z monet kolekcjonerskich potrafią przekroczyć 100% stopy zwrotu w ciągu roku jest to jednak inwestycja ryzykowniejsza i mniej pewna oraz wymagająca specjalistycznej wiedzy wykraczającej poza obszar finansów.
Inną formą inwestowania w złoto jest zakup akcji firm związanych z wydobyciem tego kruszcu, a więc np. kopalni złota lub akcji producentów złotych wyrobów. Wśród prywatnych inwestorów najpopularniejsze jest jednak nadal inwestowanie w złote sztabki i monety. W celach lokacyjnych (lokata na „czarną godzinę”) warto kupować złoto w czystej postaci: w sztabach lub sztabkach. Złoto w postaci przetworzonej: monet czy medali posiada dodatkowo wartość kolekcjonerską.
Przyszłość rynku złota wydaje się być optymistyczna. Cena złota rośnie stale od połowy lat 80-tych, ponadto w ciągu ostatnich 4-5 lat cena ta wzrosła z 250 USD za uncję do ponad 600 USD, czyli ponad dwukrotnie.Do pobicia rekordu lat 80-tych, czyli do owych 800 USD za uncję zostało już niewiele, specjaliści przewidują, ze nastąpi to najprawdopodobniej w 2007 roku. Wyraźnie rośnie też zapotrzebowanie na ten kruszec ze strony szybko rozwijających się gospodarek, takich jak Chiny czy Indie. W związku ze zwiększonym popytem mamy do czynienia również ze zwiększonym wydobyciem złota.